bookszpan

Recenzje

Ucieczka na manowce

bargielska_male lisy.jpgZ pozoru to opowieść o dwóch kobietach, które mają romans z wyimaginowanym nożownikiem z lasu. Z pozoru niewiele więcej te dwie historie łączy. Z pozoru całość prowadzi do nikąd. Bargielska zdaje się zszywać swoją narrację z różnych, niekoniecznie dokładnie pasujących do siebie skrawków. W dodatku nawet nie stara się ukrywać fastrygi. Do dwóch wyraźnie nakreślonych protagonistek  (singielki i młodej matki) dodaje epizodyczne story fryzjerek, sklepikarek, sąsiadek. Ale przez niby dziury w szwie widać drugie dno „Małych lisów”. Dość przykre dno rozczarowania rutyną, niespełnieniem i brakiem namacalnego sensu życia. Coraz bardziej zgorzkniałe, wypalone i cierpkie bohaterki szukają ucieczki. Dwie główne znajdują ją w romansie z niebezpiecznym człowiekiem z lasu. Prawdziwym, nieprawdziwym? Nieważne. Ważne, że wyzwala je to od utartych schematów.

Mamy więc modelowy przykład współczesnej młodej prozy polskiej. Tej bardziej modnej, bo pozwalającej się ubrać w feministyczne analizy wizerunku kobiecości itepe, itede.  Łatwo można było zabić ten temat przyciężką narracją, poważnym tonem czy programową publicystyką. Czyli nuda panie i panowie. Otóż nic z tego. A do tego Bargielska postanowiła się zabawić czytelnikiem. Nie szczędzi ironii i wisielczego humoru. Z lubością i zamiłowaniem łączy groteskę z tragedią i to często w jednym zdaniu. Właściwie nigdy nie wiadomo, gdzie nas zaprowadzi. Autorka wodzi nas za nos koncertowo i z uśmiechem. I jeśli to kupimy, będziemy się śmiać razem z nią. Aż do finału, którym da nam do myślenia. Mocno i na długo.

Trudno mówić o uroku tej prozy, bo autorka nie pomaga w takiej klasyfikacji. Zresztą, to wymykanie się z wszelkich kategorii jest chyba z góry założone. Jedno jest pewne. Uwodzi językiem jak mało kto. Do tego w wdziękiem przekracza granice, także te gatunkowe, znajdując głębię tam, gdzie inni przed nią nanieśli już kupę „gnoju”.

Justyna Bargielska, Małe lisy, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2013