bookszpan

Lapidarium a la Redliński

bumtarara.jpgRedliński należy do tych zadziwiających pisarzy, którzy potrafią napisać wszystko. W dodatku za każdym razem w sposób zupełnie niepowtarzalny. Także na swoisty miszmasz, który znajdziemy w najnowszej książce pisarza – „Bumtarara”, składają się teksty niepodobne. Wśród nich znalazły się również formy dziennikarskie oraz wywiad, którego autor udzielił jakiś czas temu „Polityce”. Jednak to, co do tej pory stanowiło wartość Redlińskiego, tutaj jest bezładem.

Sugeruje wprawdzie podział na trzy etapy swej twórczości: przedamerykański, amerykański i poamaerykański, a wszystkie teksty łączy jeden wniosek: świat nie jest taki fajny, a Polska i Polacy wypadają już zwyczajnie blado.  Mam wrażenie jednak, że pisarz nie miał klarownego pomysłu na ten tomik. Całość wydaje się być efektem trywialnego przewietrzenia szuflady, które ma zastąpić podsumowanie twórczości.

„Bumtarara” czyta się wprawdzie nieźle - styl Redlińskiego to nawet w gorszych tekstach klasa sama w sobie. Jednak pławienie się w pesymizmie to za mało, by pokazać jakąś uniwersalną prawdę. Na dłuższą metę bywa to po prostu nużące.

Edward Redliński, Bumtarara, Prószyński i S-ka 2006